Micky – „nie przejmuję się drobiazgami”

U Micky prwadzono jednocześnie mastektomię i rekonstrukcję piersi/ Zdjęcie pochodzi z wystawy „Odzyskana Kobiecość” – fotografie Terry Lorant
Doświadczona pielęgniarka świetnie zdawała sobie sprawę z tego, na czym polega operacja usunięcia piersi, która ją czekała. Teraz z radością przekonuje, że „życie jest wspaniałe”. Jest jedną z bohaterek albumu „Reconstructing Aphrodite”.
/ 19.04.2011 12:40
U Micky prwadzono jednocześnie mastektomię i rekonstrukcję piersi/ Zdjęcie pochodzi z wystawy „Odzyskana Kobiecość” – fotografie Terry Lorant

To był weekend. Święto mojego syna. Rodzina, przyjaciele, obiad… A ja właśnie dostałam wiadomość, że mały guzek w mojej piersi jest złośliwy. Najdziwniejsze w raku piersi jest to, że choroby nie widać aż do samego końca albo do rozpoczęcia leczenia. Czułam się dobrze, chociaż byłam odrętwiała ze strachu. Przeżyłam ten weekend starając się nie wymawiać słowa „rak”.

Szybka decyzja

Było mi łatwiej niż innym kobietom podjąć decyzję. Jestem pielęgniarką i przez dwadzieścia lat pracy miałam do czynienia z chirurgią plastyczną i rekonstrukcjami. Wiedziałam, jakie mam możliwości wyboru i nie bałam się operacji. Jednak nigdy nie myślałam, że przydarzy się to i mnie. Pamiętam, że zawsze mówiłam z nonszalancją: gdybym miała raka piersi, usunęłabym je! I tak właśnie zdecydowałam, razem z dwoma chirurgami, z którymi pracowałam.

Przeczytaj: Dieta w zmniejszeniu ryzyka raka piersi

Operacja i chemioterapia

Nie wiedziałam czy rak zaatakował już węzły chłonne. Szalałam z niepokoju. Bałam się, że moja sześcioletnia córka i trzynastoletni syn będą dorastać bez matki. Przestałam już czytać na temat raka piersi, nie czułam się na siłach. Tak bardzo się starałam, aby moje dzieci nie widziały strachu na mojej twarzy. Jeśli ja byłam spokojna – i one były. Przez cały ten okres mąż powtarzał mi: wszystko będzie dobrze. I dzięki niemu zaczęłam w to wierzyć.

Miałam jednoczesną mastektomię i rekonstrukcję. Obudziłam się po siedmiu godzinach z nową piersią i wielkim szwem na brzuchu. Na szczęście nowotwór nie zaatakował węzłów chłonnych. Udało się! Byłam szczęśliwa.

Ale usunięty guzek, zbadany pod mikroskopem, okazał się złośliwy i dlatego lekarz zalecił mi chemioterapię. Aż do tamtej chwili trzymałam się dzielnie i byłam optymistką. Teraz wpadłam w głęboką rozpacz. Mimo wszystko jednak postanowiłam być „dużą dziewczynką”, grzecznie brać lekarstwa i nie jęczeć. Moje dzieci mnie potrzebowały.

Okazało się, że jestem szczęściarą. Chemioterapię znosiłam całkiem dobrze. Modliłam się o siłę i wytrwałość. W tym czasie zdarzało mi się przeżywać chwile olśnienia. Moje życie toczyło się na innym „poziomie” niż dotąd i czułam, że zbliżam się do swojej wewnętrznej istoty.

Nie przejmuję się drobiazgami

Teraz, po latach wolnych od choroby, moje życie zmieniło się na lepsze. Nie przejmuję się już drobiazgami. Dbam o moje zdrowie, wychowuję dzieci i staram się okazywać na co dzień mojemu mężowi jak najwięcej miłości i szacunku, bo naprawdę na to zasługuje.

Podczas pierwszych miesięcy rekonwalescencji dużo myślałam o historiach kobiet, które przeżyły. Chciałam, by powstała z tych historii książka. No i proszę – oto książka! Nie jest wprawdzie moja, ale jestem dumna, że mogę być jej częścią. Życie jest wspaniałe!

Micky

Poznaj historię Laurie

Materiały udostępnione przez firmę MENTOR i Agencję PR - M. Smolińska /Wystawa „Odzyskana Kobiecość” – fotografie Terry Lorant

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Redakcja poleca

REKLAMA